Na każdym zebraniu jest tak, że ktoś musi zacząć pierwszy...

Cześć,

Ponieważ herszt naszej biegowej bandy Mikołaj założył nam stronę www i jeszcze do tego zaprosił nas jako swoich przyjaciół i współbiegaczy do współtworzenia tego projektu, to jako ochotnik postanowiłem zacząć. Zacznę zatem jak zwykle od kilku słów o sobie i moim bieganiu. Zwykle biegam "dokładnie", czyli ciągnę się w ogonie naszego peletonu, ale czasami jakimś cudem pobiegnę szybciej - reguły nie ma, choć przyjmując terminologię sportową, błyski szybkości zdarzają się zwykle po dobrze przepracowanych treningach. Co prawda, nie mam w zwyczaju pościgu za życiówkami, traktuję bieganie jako sport towarzyski, zwłaszcza w naszej grupie. Muszę jednak przyznać, że nasze współbieganie spowodowało, że moje dystanse się radykalnie wydłużyły, w trzech słowach: "mogę dłużej biegać", a co za tym idzie stałem się ostatnio poszukiwaczem biegowych okazji, tzn. poszukiwaczem wolnych chwil, w których mogę pobiegać, gdyż jako tata dwóch synów i osoba służbowo podróżująca po całym kraju, tego czasu na swobodny bieg mam dość mało. Dziś mamy jednak 12 kwietnia, a ja właśnie przekroczyłem miesięczny przebieg na poziomie 100 km, czyli jak dobrze pójdzie do końca miesiąca dołożę drugie tyle, zwłaszcza, że tym "dokładnym bieganiem" zamierzam 30 kwietnia przeczłapać maraton w Krakowie (wygląda na to, że tych okazji w tym miesiącu poszukuję dość skutecznie), Dziś tę okazję do przekroczenia setki znalazłem w Rzeszowie. Sprzęt do biegania jak zawsze na wyjeździe znalazł się w walizce i brakujące do stówki 12 km prześmigałem po nadwisłockich bulwarach. O dziwo było szybko, średnie tempo 5:46 - jak na mnie rewelacja, moi współbiegacze pamiętają zapewne, że jeszcze niedawno granica tempa konwersacyjnego oscylowała wokół 6:30 ;)

Rzeszów będę biegowo wspominał bardzo miło, trasa była taka jak lubię, asfaltowa, gładka, płaska, po drodze 2 łagodne podbiegi, a i tempo super. Oliwia, z którą w sobotę biegałem po lesie koło  Piaseczna, przekonywała mnie, że podbiegi i bieganie po lesie daje szybkość na asfalcie, więc postanowiłem jej posłuchać posłuchać i do lasu wybrałem się jeszcze w niedzielę rano, przebiegłem przez wszystkie znane mi w lesie podbiegi i piachy, średnie tempo wyszło około 7:00 min/km, wczoraj spacerowo po bieżni, a dziś .... No chyba Oliwia miała rację, dzięki ;)


Komentarze

  1. Wygląda na to, że w Rzeszowie przynajmniej nie padało. Nic, tylko pozazdrościć. W Piasecznie pogoda nie rozpieszczała.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzymam kciuki za Cracovia Maraton ��

    OdpowiedzUsuń
  3. Janusz w sobotę możemy znów o 6 rano zrobić tę trasę jak chcesz :-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

13. PZU Półmaraton Warszawski - film z 5 km

Wielkie sprzątanie lasu

Biografia biegacza