Półmaraton w Opolu

Zaliczyłem niedawno 3 życiówki, na 10 km, półmaraton i Maraton, a wczoraj nadarzała się okazja, żeby poprawić jeszcze czas półmaratonu, zwłaszcza, że nie złamałem jeszcze nigdy czasu 2 godzin na tym dystansie.






Okazja, jak wydawać by się mogło, idealna. Bieg odbywał się w ramach Maratonu Opolskiego, trasa dobrze mi znana... Jakże się myliłem 😉

Znam Opole bardzo dobrze, mieszkałem tam 5 lat, a i odkąd biegam, to bywając w Opolu, zwykle wybieram się na jakieś towarzyskie bieganie z zaprzyjaźnionymi biegaczami z Opola.

Jak się okazało, trasa tak jak turystycznie fajna, tak pofałdowana, to w górę to w dół, a jedyny płaski odcinek to długa prosta po ulicy Krapkowickiej bez kawałka cienia i bez ani jednego podmuchu wiatru, co miało duże, jeśli nie decydujące znaczenie dla tego biegu.

Zacząłem dobrze i szybko​, przez 5-6 km utrzymywałem tempo poniżej 5:30, a potem ta prosta... I tempo siadło, biegłem już wolniej niż 6 min/km. Jednak nie lubię upału, kiedy biegam 😌😌😌😌

Dociągnąłem do końca pierwszego okrążenia, więc wiedząc już co mnie czeka na długiej prostej, oszczędzałem energię i zahaczałem o najmniejszy kawałek cienia, a wybiegając na prostą, oblałem się wodą... pomogło, tym razem mnie nie odcięło, ale do pierwotnego tempa już nie wróciłem. Na 17 lub 18 km wyprzedził mnie pacemaker prowadzący grupę na 2h, a na 20 km dobiegł do mnie kolega z balonami i napisem 2:10, zabrałem się za nim i choć ledwo powłóczyłem nogami, udało mi się dotrwać w jego tempie do mety.

Trasa prowadziła przez wyspę Bolko, częściowo wzdłuż wałów przeciwpowodziowych, do przekroczenia były 3 mosty, co dawało kilka solidnych podbiegów. Zobaczywszy rano bezchmurnie niebo, jak wiecie miałem odpuścić pogoń za rekordem, ale początek był tak mocny, że ciężko było się z tego tempa wyrwać.

Jestem jednak bardzo zadowolony, bo trasa była wymagająca, a czas 2:10:01 jeszcze parę miesięcy temu byłby życiówką, więc nie ma co się boczyć, a na rekord trzeba się będzie innym razem zasadzić.

W ramach porządku dodam, że zawody jak na lokalny bieg były zorganizowane bardzo dobrze, nie brakowało wody, napojów, słodyczy i owoców, a depozyty i meta umiejscowione w okolicach i na terenie amfiteatru opolskiego wśród zieleni i w bliskim sąsiedztwie Odry sprawiały, że było tam na prawdę przyjemnie, może wyjątek stanowił upał, którego nie zamawiałem 😉.

PS. Zapomniałbym o kibicach, miałem swoich w dwóch miejscach na trasie i muszę przyznać, że ich obecność działała lepiej niż porcja energetyka, więc każdy chętny do kibicowania mi na następnym biegu jest mile widziany!





Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wielkie sprzątanie lasu

Biografia biegacza

Urlopowe wynurzenia