Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2017

Jak zostałem biegaczem górskim

Obraz
No dobra, jeszcze nie zostałem tym górskim biegaczem, zresztą jak to napisała mi koleżanka, doświadczona górska biegaczka Izery to nie góry, więc się nie liczy, ale po kolei...

Jakiś rok temu będąc w Jeleniej Górze spotkałem się z Wojtkiem, kolegą jeszcze z liceum, z którym wybraliśmy się na niedzielne wybieganie, zrobiliśmy wspólnie jakieś 16 km i w czasie tego biegu Wojtek zaraził mnie myślą o wzięciu udziału w Wielkiej Pętli Izerskiej - półmaratonie ze startem i metą w Szklarskiej Porębie i trasą poprowadzoną przez Góry Izerskie. Akurat byłem po debiucie w półmaratonie i zamarzyło mi się, by zmierzyć się też z bieganiem w górach. Temat ucichł do jesieni, choć kilka razy podejmowałem temat wśród współbiegaczy z Piaseczno Running, ale bez skutku, wiadomo, Izery to nie ta ranga, co inne kultowe biegi górskie 😉

W okolicach listopada zastanawiałem się w jaki sposób zaplanować sobie udział w zawodach biegowych, by zapewnić sobie kompromis z drugą połową i bez szkody dla domowych relacji…

Nie będę śmiać się z Radomia....

Obraz
Marcin, nie przepraszaj za Radom!

Namówiłeś nas i dobrze, uprzedzałeś, że tam jest zawsze upał i był upał. Był taki upał, że miejscami smoła się topiła. Ale za to wyjazd był wyjątkowo udany!

Ekipa w składzie: Beata, Ania, Kasia, Marcin i ja stawiła się na starcie:


Uprzednio dokonując rozgrzewki ;-)



Mniejsza o to. Z Radomiem jest tak, że w powszechnej opinii Radom nie jest miastem, lecz stanem umysłu. Nawet jadąc na miejsce szydziliśmy w samochodzie, na McDonaldzie przy kawie, a nawet już w biurze zawodów oglądając pakiety startowe: "Skarpety z Radomia, hehehehe".


Dość szybko okazało się jednak, że ten Radom jest całkiem ok i że to jednak miasto, zwłaszcza że organizacji biegu i zaangażowania osób, które były wolontariuszami może pozazdrościć niejeden bardziej renomowany półmaraton. I tak zaczynając od tego, na punktach odświeżania było mnóstwo wody, izotonika, a na kilku były też, oprócz zwyczajowych bananów, bakalie (rodzynki wypas!).

Trasa też zaskakiwała, szczególnie taki…