Szczecin leży w.... górach ?????

Kiedy powiesz rodowitemu mieszkańcowi Szczecina, że jego miasto leży nad morzem, możesz narazić się nie tylko na ciętą ripostę, czy opierdziel, ale również na wykład z geografii, podczas którego dowiesz się, że Szczecin i morze dzieli jakieś 100 kilometrów.

No dobra, ale jak jest na prawdę? Może sprawdźmy, co na to prawodawcy. Zgodnie z ustawą z dnia 21 marca 1991 r. o obszarach morskich Rzeczypospolitej Polskiej i administracji morskiej (Dz. U. z 2003 r., nr 153, poz. 1502 wraz z późn. zm.) do wód morskich zalicza się:

"część Jeziora Nowowarpieńskiego i część Zalewu Szczecińskiego wraz ze Świną i Dziwną oraz Zalewem Kamieńskim, znajdująca się na wschód od granicy państwowej, między Rzecząpospolitą Polską, a Republiką Federalną Niemiec, oraz rzeka Odra, pomiędzy Zalewem Szczecińskim, a wodami portu Szczecin"


Aha, szczeciniacy, mamy was!!! Zgodnie z prawem, wasze miasto leży nad morzem, kropka ;)

No dobra, tylko co ma piernik do wiatraka i dlaczego postanowiłem o tym napisać? 

Otóż jeszcze końcówką zeszłego roku postanowiłem zrobić sobie swój plan biegów na rok 2017 i kluczem wyboru części z nich było to, żeby jadąc na bieg uzyskać efekt dwóch pieczeni na jednym ogniu, a że w Szczecinie mieszka mój brat z rodziną, a w sierpniu organizowany jest półmaraton, to okazja sama pchała się w ręce. Zapisałem się, opłaciłem i cierpliwie czekałem na wyjazd. W międzyczasie okazało się, że do Szczecina z naszej drużyny wybierają się jeszcze Kasia i Czarek, więc opcja dalekiego wyjazdu została złagodzona perspektywą biegu w znanym i dobrym towarzystwie. 

Niemniej wyjazdy nad morze zwykle kojarzą nam się z plażą, wydmami i tandetą na straganach... W Szczecinie było inaczej, bo 100 kilometrowa odległość od tego geograficznego morza chyba zabezpiecza w sporym zakresie to miasto przed efektem nadmorskiego letniska ;)




Szczecińskie miasteczko biegowe okazało się jednym z, a może nawet najfajniejszym, w jakim byłem, zlokalizowane w przepięknym parku na Jasnych Błoniach, rozległe i pełne tego, co biegaczowi rano potrzeba, dodam, że były też mikro kawiarnie na kołach serwujące pyszne espresso, co z rana jest niezwykle ważne ;) 


W samym półmaratonie i towarzyszącej dyszce wzięło udział ok 3,5 tysiąca biegaczy, co dało taki efekt, że nawet po rozciągnięciu się grupy biegaczy nigdzie nie było sytuacji, w której biegnąc można było zostać samemu.

A trasa? No proszę Państwa, bomba, góry, "morze"  w jednym doprawione do smaku biegiem przez najładniejsze zakątki Szczecina, który jeśli nie wiecie jest jednym z najbardziej malowniczych dużych miast w Polsce, a do tego z najbardziej oryginalnym układem ulic - tu widać, że architekt z urbanistą zostawili pozytywny ślad.

Jak się biegło? Trasa, oprócz walorów widokowych i krajoznawczych składała się przede wszystkim z podbiegów i zbiegów, niemal nigdzie nie było płasko, w tyłek dała mi też brukowana nawierzchnia, a zaskoczył dodatkowo przebieg trasy przez przejazd kolejowy, który jak się okazało na czas biegu nie został przez PKP wyłączony z użycia i pewna grupa biegaczy musiała czekać, aż przejedzie pociąg - taki tam mały skandalik organizacyjny ;)



Czas? nieważne, Czarek miał dobry czas i prawie złamał barierę 1:40, co biorąc pod uwagę fakt mocno pofalowanej trasy jest mega wyczynem.

Tak jak już kiedyś pisałem takie zawody to dla mnie sól biegania, ogromna przyjemność znalezienia się na moment wbiegania na metę w centrum uwagi.... kibice, medale, fanki, próżność na maxa ;))))))












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

13. PZU Półmaraton Warszawski - film z 5 km

Wielkie sprzątanie lasu

Biografia biegacza