Biegam Bo Lubię Hipokryzję

Imprezy z cyklu „Biegam Bo Lubię Lasy”, organizowane przez Spółkę Lasy Państwowe cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem biegaczy. Obecnie odbywa się już piąta edycja tego cyklu. Pakiety startowe rozchodzą się zawsze w kilkanaście minut po otwarciu zapisów. Wow!


Jest ku temu wiele powodów. Pierwszy jest taki, że to naprawdę dobrze zorganizowana impreza biegowa. Trudno byłoby się przyczepić do organizatorów o cokolwiek. Fajna konferansjerka, energetyczna rozgrzewka, dobrze oznaczona trasa itd. Nie bez znaczenia jest też to, że pakiet jest praktycznie darmowy. Piszę „praktycznie”, bo w tej edycji, po raz pierwszy pojawiła się niewielka opłata, która w całości jest przekazywana na jedno ze schronisk dla zwierząt. W pakiecie startowym dostajemy nie tylko przyzwoitej jakości koszulkę biegową ale także solidną wyżerkę na mecie. Można by rzec „petarda”.

I byłoby to jak najbardziej zgodne z rzeczywistością, gdyby nie jeden, dla mnie istotny i niezwykle bolesny, dysonans. Impreza nazywa się „Biegam bo lubię lasy”. A organizowana jest przez firmę, której głównym źródłem przychodów jest wycinka drzew. I to niestety widać. Z każdą kolejną edycją tej imprezy las, który tak lubimy jest coraz bardziej przerzedzony. Wzdłuż trasy biegowej, a także poza nią poukładane są ogromne stosy świeżo ściętych drzew. Las, w którym odbywa się impreza, coraz mniej przypomina to, z czym powinien być kojarzony. To, co kiedyś było wąskimi, leśnymi ścieżkami przeobraziło się w rozorane oponami ciężkiego sprzętu trakty do przeciągania ściętych pni. Tam, gdzie kiedyś rosły potężne drzewa, teraz są ogromne placki pustej przestrzeni z wystającymi z ziemi kikutami. To już nie jest las. To uprawa drewna.

Zdjęcia, którymi ilustruję ten artykuł w większości zostały wykonane w dniu tej, skądinąd fantastycznej imprezy biegowej, firmowanej przez przedsiębiorstwo, które za to spustoszenie bezpośrednio odpowiada. To właśnie z zysków z plądrowania lasu finansowane są te wypasione pakiety startowe imprezy, która sugeruje, że organizator lubi las.

Oczywiście, lubi go, ale tylko w takim sensie, że stanowi on główne źródło jego utrzymania. Organizowanie takich imprez jest zabiegiem PR-owym, którego podstawowym celem jest ocieplenie wizerunku firmy. Dla mnie ta nazwa to szczyt hipokryzji, i stąd wziął się tytuł tego artykułu. Widząc tempo, w jakim znika Las Chojnowski w ciągu ostatnich kilku lat, obawiam się, że jeszcze trochę, i nie zostanie po nim nic. Za to z promila dochodów firmy uda się jeszcze zorganizować kilka imprez.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie chcę nikogo zniechęcać do uczestnictwa w tych biegach, ale chciałbym, żeby wszyscy mieli świadomość, w czym biorą udział. Ja wiem, że po biegu, kiełbaska z ogniska smakuje wybornie. Kiełbasa od zawsze jest wręcz symbolem kupowania sobie przychylności. A tu jeszcze mamy grochówkę, herbatę i inne atrakcje. Widząc, że na pakiety startowe ludzie rzucają się jak „szczerbaty na suchary”, trzeba przyznać, że strategia się sprawdza. I pewnie ten artykuł niczego nie zmieni.

Tylko nie zdziwcie się, jak za kilka lat po Waszym ukochanym lesie zostaną same pnie. I przypomnijcie sobie wtedy, jak biorąc udział w BBL Lasy, firmowaliście własnym nazwiskiem ten haniebny proceder. I czy napewno cena, jaką zapłaciliście za pakiety startowe była taka niska.



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wielkie sprzątanie lasu

Urlopowe wynurzenia